Ostatni tekst o jabłkach*

Christian Mueller / Shutterstock.com
To mój pierwszy i ostatni tekst o jabłkach. Nie interesuje mnie Twoja opinia na temat tych owoców, więc mi nie odpowiadaj. To Twoje życie (i Twojego dziecka) – więc rób sobie z nim co zechcesz. Ja mam dosyć czytania internetowych wojenek. To mój ostatni tekst na ten temat. Nigdy więcej nie wypowiem się publicznie na ten temat. Nie jestem najmądrzejszy na świecie – ale Ty też nie jesteś.

Odbieram całą tę sytuację jabłkową przez pryzmat dwóch rzeczy:

– wiedzy prywatnej – którą zdobywałem na co dzień, poprzez spotkania z sadownikami, innymi rodzicami, własnymi doświadczeniami.

– wiedzy zawodowej – którą zdobywałem w pracy. Przepraszam idiotów, ale trzeba być idiotą, żeby myśleć, że w dużych firmach/korporacjach głównym napędem jest coś innego niż pieniądze. Jeśli jest produkt, to znajduje się do niego historię. Jak najlepszą historię. Agencjom reklamowym płaci się pieniądze, żeby znalazły jak najlepsze historie – takie, w które Ty uwierzysz.

Ja pomimo pracy w tej branży daję się łapać na te same haczyki (widziałeś ostatnio akcję #jedzjabłka? czy to nie jest przykład tworzenia problemu pod produkt?). Jeśli wydaje się komukolwiek z Was, że jest gdzieś moralność w ludziach pracujących przy tego typu produkcjach, to się grubo mylicie. Ci którzy są moralni, po prostu rezygnują z pracy przy takich zleceniach. Masz “niemoralny” projekt – po prostu go odpuszczasz. Znajdzie się ktoś inny kto wciśnie ludowi ciemnotę. Takie są zasady gry. Nie ma się co na to obrażać. Większość z Was postępowałaby podobnie.

Mały przypis: Tydzień temu byliśmy z żoną w warzywniaku. Przed nami wisiał plakat mówiący o konieczności jedzenia jabłek pod pretekstem “dużych powikłań, problemów i generalnego hardcoru”. Jako analityk prawdy, włączyłem kalkulator i przeliczyłem liczby, którymi sadownik “straszył” – a raczej promował strachem.


Z wyliczenia wynikało, że na przypadłości wywołane niejedzeniem jabłek codziennie mogło cierpieć około stu osób. Pomyślcie sobie, ile osób dziennie może mieć problem z ostrą biegunką, która może trwać trzy dni? Albo ile osób cierpi dziennie na ostrą migrenę po której puszcza pawia? Sam jestem migrenowcem, nikt nie wymyślił jak dotąd skutecznego leku na tę przypadłość. Świat nie jest czarno-biały!

Nie jestem przeciwnikiem jabłek! Ale nie jestem też zwolennikiem. Nie narzucam Ci swojej opinii. Ja Ci ją przedstawiam. Nie obrażam Cię za Twoje przekonania. Masz całkowite prawo do robienia tak jak wiesz i czujesz. A ja mam prawo do robienia tak jak ja czuję.

Byłbym półgłówkiem gdybym uważał, że żyjąc w warunkach zagrożenia jakąś chorobą zakaźną, nie byłoby warto przegryźć kilku bogatych w witaminę C jabłek. Byłoby to cholernie naganne i podnoszące ryzyko choroby dla całej społeczności wokół mnie. Zdecydowanie tak. To są przypadki, w których warto jeść jabłka. Jeśli jedziesz do miejsca gdzie występuje grypa, to chyba byłbyś samobójcą, żeby nie jeść.

Ale do kurwy nędzy, świat nie jest czarno biały. Są szarości. To co w Afryce zabija, w Polsce w formie śmiertelnej nie istnieje. Jeśli jadę do Afryki, to powinienem się przygotować na ewentualność zarażenia się. Ba! Jeśli wrócę, to lepiej żebym tego nie przywiózł swoim najbliższym.

Dla mnie to jasne jak słońce. Ale jeśli starasz mi się wmówić, że potrzebuję swojemu dwumiesięcznemu dziecku (60 dni życia) – takiemu, które nie jest w stanie ugryźć, samo się podnieść, przewrócić na bok – że potrzebuję, wbić temu dziecku upodobanie do jabłek, które rzekomo ma uodpornić je na choroby, których nie widać było na naszym kontynencie od 20 lat – to ja to szczerze pierdolę. Idź robić swój marketing gdzie indziej.

Zrób sobie dziecko i aplikuj mu co zechcesz. Jeśli uważasz, że to dobre zagranie – nie mam zamiaru Cię oceniać – może się okazać, że nie miałem racji. Jednak ja nie narzucam Ci niczego, ty nie narzucaj mi niczego. A jeśli nie masz dziecka i się wypowiadasz o jabłkach to puknij się w czoło. Nie wiem na jakiej podstawie wydajesz swoje opinie. Miałaś kiedyś pieska i się nim opiekowałaś? To Twoja odpowiedzialność!

Tak jak i moja. Każdy podejmuje swoje decyzje i bierze za nie odpowiedzialność. Jeśli moje dziecko zachoruje, a ja nie podawałem mu jabłek z własnej głupoty – to moja wina, ja będę musiał zorganizować sobie pomoc, ja będę musiał z tym żyć. Nie Ty.

A jeśli coś się stanie mojemu dziecku w wyniku zatrucia jabłkami, to myślisz, że znajdę winnego? Przyjdzie do mnie szef konglomeratu sadowniczego i powie: “panie Rafale przepraszam, oddaję swoje życie za życie Twojego dziecka” ? Bullshit.

Zostanę z problemem sam. W najlepszym wypadku dostanę odszkodowanie finansowe. Ale po co mi to? Trzeba nie mieć dziecka, żeby myśleć, że cokolwiek jest w stanie zrekompensować nieuleczalną chorobę.

Ty rób co chcesz. Nie lubisz sam decydować? To rób tak jak Ci ludzie powiedzą. Słuchaj bezkrytycznie każdego. Uważaj że rząd pomyśli za ciebie – i że się nie myli. Masz taką możliwość – nic mi do tego. Pokazujesz mi fakty?

Pokazujesz mi mapki, wykresy, artykuły, potwierdzenia. Nie pokazuj mi tego. Widziałem każde z tych rzeczy po kilka razy. Jeśli ufasz każdej treści jaką znajdziesz w Sieci, to mogę Ci tylko współczuć. Jeśli myślisz, że koncerny owocowe nie piszą swoich artykułów, nie wypuszczają surowych informacji, nie sieją wątpliwości – to strasznie się mylisz.

Nie dość, że Public Relations i reklama jest na ich usługach, to mają dodatkowo moc finansową większą niż my, a dodatkowo idą za nimi autorytety w postaci przedrostków: dr, mgr, inż, etc. Jeśli artykuły pisane przez nich i czytane w Internecie przez Ciebie powodują, że czujesz się rozgrzeszony i zwolniony z myślenia – to ok. Nic mi do tego. Ale równocześnie wcale nie obchodzi mnie opinia na temat tego co myślisz o moim postępowaniu. Rób tak jak czujesz, na podstawie tego co wiesz, a przede wszystkim, od kogo to słyszysz.

Weryfikuj informacje. Uruchom mózg (pomimo, że to trudne) – zamiast krzyczeć i pyskować w Internecie, poczytaj sobie informacje każdej ze stron barykady. Nie pierdol głupot, wyłącz emocjonalne gadanie i wszystkie “wydaje mi się”.

Pomyśl, że jest wiele osób, które mogą czytać w Internecie Twoją opinię i uznać ją za autorytet. Serio czujesz się tak ukontentowany, żeby Twoja opinia spowodowała, że życie czyjegoś dziecka będzie spoczywać w Twoim rękach?

Na koniec.

Nie walcz. Rozmawiaj na argumenty. Weryfikuj skąd znasz argumenty. Miej wątpliwość. Nie bądź naiwny.

Pozdrawiam Was serdecznie,
Rafał Madajczak

*Powyższy tekst powstał metodą kopiuj-wklej z wpisu "Ostatni tekst o szczepionkach" blogera Mamadu Tata w Pracy. Starałem się "przepisać" rzecz słowo w słowo poza tym, że "szczepionki" i "koncerny farmaceutyczne" zastąpiłem "jabłkami" i "sadownikami". Moim zamysłem nie było deprecjonowanie osoby współblogera, a jedynie wykazanie absurdu tego typu argumentacji.
Trwa ładowanie komentarzy...