Mikołaj jakiego stworzyłem na potrzeby mojej 6-letniej córki to niezły leser

Mówi, że dorosłe dzieci rytualnie odcinają się od rodziców, bo po prostu dorastają. Mam jednak teorię, że to przez odkrycie jak marnymi kłamstwami je w dzieciństwie karmiliśmy. I jak bardzo odbiegają od rzeczywistości.

Weźmy takie informacje na temat św. Mikołaja, które dawkowałem w tym roku córce. Gdy zebrać je razem powstaje obraz nie dobrotliwego świętego, ale wysługującego się innymi lesera.

Kocha dzieci i jak nikt inny nie wie, czego naprawdę chcą. Ale i tak trzeba do niego pisać listy ze ściągawkami, bo inaczej ten znawca kupi nie tego kucyka, co trzeba, albo co gorsza, tego samego co rok temu.

Ma miliard elfów do pomocy, ale wysługuje się ludźmi nie tylko podczas zakupów („poprosił nas, żebyśmy kupili prezent dla Gabrysi), ale także podczas pakowania i przewozu.

Przesiaduje godzinami w centrum handlowym, ale jak przychodzi do nas, ma jedynie kilkanaście minut do dyspozycji i co roku pyta jak się córka nazywa, choć mu już kilka razy mówiła.

Na koniec facet niby jest niezbędny dla zapewnienia rodzinnej atmosfery, ale zawsze gdy się pojawia znika jeden dziadek, albo drugi. Zupełnie jakby brał zakładnika.

I jak się potem dziwić, jak rodzice mówią, że ich największym marzeniem jest, żeby dziecko nigdy nie dorosło.
Trwa ładowanie komentarzy...