Szaleństwo szkolnych zdjęć. Po co mi "portret w stylu retro na starej stylizowanej desce"?!

Kiedyś było lepiej - to jeden z najbardziej irytujących argumentów jakich można użyć w dyskusji. Ale tu muszę go użyć.

A nawet pójść dalej i dorzucić babcine "kiedyś było jedno szkolne zdjęcie do wyboru i nikt się nie skarżył". Skąd to zrzędzenie? Otóż jako rodzic dostałem właśnie do wyboru trzydzieści trzy sposoby uwiecznienia swojego pacholęcia. Wśród nich kilka, a o których nawet nie sądziłem, że można coś takiego zrobić człowiekowi.

Oprócz słusznych, a jakże, zdjęć legitymacyjnych i klasowych na liście oferty fotografa znalazły się bowiem takie hity, jak etui na laptopa (swoje trzymam często pod biurkiem i zdarza mi się je kopać), szkatułka drewniana (WTF?), magnes na lodówkę ("Kochanie, pismo ze skarbówki przyczepiłam Hanią") i mój faworyt: "portret dziecka w stylu retro na starej stylizowanej desce o grubości 1,5 cm" za 52 złote.

Czym u licha, jest stara stylizowana deska? Jeśli z czymś mi się kojarzy to - przepraszam, ale nie mogłem pozbyć się z głowy tego obrazu - z portretami, do których banda Kmicica strzelała podczas imprezy w "Potopie". Niemożliwe? Nie byliście na szóstych urodzinach mojej córki.


Doceniam zdobycze kapitalizmu, ale jeśli kiedyś pójdziemy z nim na dno, poniższa oferta będzie przedstawiana jako niesłusznie zignorowana oznaka upadku. Nie chcę szerzyć przesadnego czarnowidztwa, ale nie zaszkodzi wydrukować sobie tej przestrogi na starej stylizowanej desce o grubości 1,5 cm.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...